Kolacja

— Zeenek! Zeenek! Zeeenuś! – gdzie on się podział? Dlaczego nie schodzi? Głodny będzie, ziemniaki ostygną całe. – Zeeenuś!

— Mamo, nie krzycz tak, może śpi.

— Ale jak śpi, o tej porze? Co ty opowiadasz. Śpi się po kolacji, a nie przed. Zmęczony może. Przyszedł dzisiaj jakiś nie w sosie. Kurtkę tylko zdjął, nawet butów nie schował, tylko tak zzuł jeden o drugi i zostawił takie w sieni rozwalone. Może mu co powiedzieli w robocie? Ale ty siadaj, nałóż sobie kartofelków. Może ten nowy, co go przyjęli, dla niego niemiły był? Może, Matko Boska, wygryźć go chce! Przyszedł taki z ulicy i już doły kopie pod porządnymi ludźmi. No i weź tu takiemu rękę pomocną podaj! Toż od razu i palec i ramię i głowę weźmie i stanowisko, co to mu się nie należy! Jak mu tam było, jakiś Boniek, chyba. Nie Boniek, jakoś inaczej mu Zenuś nadał. Bożek… coś od Bozi było tam…