Motyl

Złapał w końcu uciekającego od dłuższej chwili seledynowego motyla. Skrzydła tego stworzenia sprawiały wrażenie pokrytych lepką substancją zupełnie nie przypominającą motylego pyłku. Nie mylił się. Delikatna powłoka na powierzchni skrzydła starła się zostawiając zielonkawy ślad na jego palcu. Odkryła za to niewiarygodnie delikatną konstrukcję siatki stanowiącej oparcie dla nietrwałej substancji. Oceniał spoglądając przez wielkie szkło powiększające, że grubość drucików nie przekracza 100 mikronów. Czepne nóżki sprawiały wrażenie ruchliwych odnóży chrabąszcza. Proporcjonalnie niezbyt pasowały do całego owada. Odwłok z czułkami wydawał z siebie ledwie wyczuwalne podrygi, jakby sprawdzał gotowość i możliwość ponownego startu. Ucieszy się – pomyślał, moja Aniela się ucieszy. Z największą ostrożnością schował owada do papierowej torby po drugim śniadaniu, gdy okazało się, że i drugie skrzydło jest przez jego nieuwagę uszkodzone. Zasyczał zły na siebie. Wytarł palce w swoje już i tak poplamione spodnie, zawinął brzeg torebki z najwyższą starannością, wsadził kapelusz na głowę i zawrócił drogą przez pola spiesząc się pokazać swoje znalezisko największej entuzjastce i znawczyni cybernetycznej entomologii, czyli jego ukochanej żonie. Zakupy, po które wybrał się dwie godziny temu będą musiały jeszcze poczekać.