O mnie

Zamiast nudnej notatki o sobie napisałam wywiad. Ze sobą w roi głównej. Po to, by w razie niespodziewanego rozgłosu i sławy przynajmniej na 5 kontynentach mieć przećwiczone udzielanie wywiadów, albo po to, by w razie, gdyby żaden dziennikarz nigdy się nigdy nie zgłosił mieć skondensowaną pigułkę na swój temat, przydatną np. rodzinie podczas pisania mowy pogrzebowej. Odrobina redakcji tekstu, zmiana czasu na przeszły i vola! Nie trzeba daleko szukać. 🙂
Tak więc, (wiem, wiem, nie zaczynamy zdania od więc, ale jest tak, na początku, więc uznajmy, że jest ok), zaczynamy:
Jak się nazywasz:
Na imię mam Kasia. Bardzo nie lubiłam w dzieciństwie swojego imienia. Wydawało mi się takie miękkie, podległe, jakby nie pozwalało mi dorosnąć. Nie to, co Beata, Agata, albo Iza. Względnie Mariola. Ale Kaśka było jeszcze gorsze. Wtedy czułam, że nikt mnie nie lubi. Już w młodości miałam nieśmiałą potrzebę wyróżnienia się z morza Kaś. Nadałam więc sobie imię Augustyna. No, muszę przyznać, biskupa zatkało na pół minuty.
Jak tylko dorosłam zawsze przedstawiałam się jako Katarzyna. Tak było dostojnie, profesjonalnie, odpowiednio twardo. Było stanowcze i zdecydowane, taką stanowczością, której brakowało mi w życiu.  Teraz jednak wracam powoli do Kasi. Obracam ją w ustach, czuję jej delikatność, płochliwość, subtelność i jakąś czułość do siebie samej. A jednocześnie czuję, że to zdrobniałe imię nie odbiera mi mocy. Wręcz przeciwnie, delikatne jest mocne, subtelne jest wytrzymałe, czułe, jest silne.
Nazywam się więc Katarzyna Kucharska, ale…
mów mi Kasia 🙂
1.Twój blog w jednym zdaniu. (No w dwóch…)
Gdy słowom jest za duszno w szufladzie zaczynają szukać przestrzeni, gdzie mogłyby pokazać swoją pełnię. Wiatrem pisane jest przestrzenią.
2. Od ilu lat go prowadzisz?
Wiatrem pisane jest nowo narodzonym dzieckiem. Chociaż chodziłam w ciąży już od dłuższego czasu 😉
3. Co robiłaś wcześniej?
Czytałam. I zwierzałam się z lektur na www.wiatremczytane.pl.
4. Z czego konkretnie żyjesz?
Na razie tylko z pracy etatowej w bibliotece. I z niecierpliwością czekam na niezwykle intratny finansowo kontrakt.
5. Z jak dużą inwestycją na start związany był twój biznes?
Ogromną. Głównie emocjonalną.
6. Co uznajesz za swój największy sukces?
To, co każda matka. Dzieci. Dzieci wyjątkowo mi się udały. Udało mi się jeszcze parę rzeczy, ale dzieci są najbardziej spektakularne.
7. Jakie są twoje supermoce?
Umiem przytulać. Jestem w tym naprawdę niezła. Umiem też przeżywać. Przeżywam wszystko to, co przeżywają bohaterowie książek, które czytam.
8. Opowiedz o swoich porażkach.
Nie ma porażek. Są tylko lekcje. Takie podejście daje siłę do tego by rosnąć, rozwijać się, tworzyć.
9. Gdybyś jeszcze raz startowała, jaki biznes założyłabyś dziś?
Dopiero założyłam swój biznes. I cieszę się nim jak młody źrebak 🙂
10. Jak się promujesz?
Na plecach znajomych… Odwagi, odwagi by posłać dzieci w świat mi brakuje, ale dzielnie pracuję nad sobą i wierzę, że w końcu się uda…
11. W co warto inwestować mając własny blog?
W piękny wygląd już od początku. No i w znajomych…, którzy szerują Twoje dzikie posty dalej 😉
12. Co robisz jak masz blogowy dylemat?
Włączam sobie słownik synonimów, ewentualnie idę spać. Rano tekst wygląda zupełnie inaczej. Przeważnie do kitu. Wtedy kasuję i piszę od nowa.
13. Kto cię inspiruje? Kogo podziwiasz? Komu zazdrościsz?
Nie zazdroszczę. Czasem tylko zbieram szczękę z podłogi, że jedna z drugim taki świetny tekst popełnili, że język tak bogaty, że emocje tak gęste, że akcja i reakcja i suspens na końcu, albo subtelność, pomysłowość, pracowitość, wyobraźnia, jak dzikie zwierze wypuszczone z klatki…
Dobra, pojadę po nazwiskach. Kolejność przypadkowa. Miłość już nie: Joanna Bator, Elizabeth Strout, Vladimir Nabokov, Andre Gide, Jakub Małecki, Ian Wolkers, Dorota Masłowska, Trygve Gulbranssen, Wojciech Tochman, Lucy Maud Montgomery… i wielu innych. Moje fascynacje pochodzą z różnych czasów i przestrzeni…
14. Śmiałe niezrealizowane marzenie (związane z blogiem)?
No cóż, to będzie typowe marzenie o domku z ogródkiem… Oczywiście, że KSIĄŻKA. A najlepiej ze cztery 🙂
15. Czego się wstydzisz?
Własnej niewiedzy, braków w edukacji. Dzielnie nadrabiam, ale ewidentnie mi wstyd, gdy nie wiem czegoś, co dla innych wydaje się oczywiste.
16. Na co przeznaczyłabyś 100, 1000, 10000 złotych gdybyś dostała taką kwotę na rozwój bloga?
Za 100 opłaciłabym hosting na dwa kolejne lata. Za 1000 pewnie kupiłabym parę nowych fajnych butów, a za resztę zaszalałabym z reklamą na FB. 10 000 – kolejne buty i grafik, który dopieści wizualnie i artystycznie każdy szczegół tutaj. Albo korektor, redaktor i druk tego, co w szufladzie. Żartuję, w szufladzie nie ma tego aż tak dużo, więc jednak buty. Dużo butów…
17. Twoja największa blogowa pięta achillesowa?
Za krótka noc. Najlepiej pisze mi się w nocy. Tylko niestety trzeba wstawać do pracy skoro świt.
18. Najlepsza rada blogowa jaką słyszałaś?
Pisz codziennie i systematycznie. Wyrabiaj nawyki. Zapytaj mnie jeszcze o najlepszą radę, o której słyszałam i którą stosuję… Noo, zgadłaś. Nie ma takiej.
19. Z kim byś się zamieniła chętnie na życie zawodowe?
Z niesamowicie płodnym Eugeniuszem Mrozem, Joanną Chmielewską, może też być J.K. Rowling.
20. Plany na najbliższą przyszłość?
Prowadzić twórcze życie z dużą ilością śmiechu, dotyku i tekstów, które same wyłażą z głowy.
21. Zaskakujący fakt o Tobie, którego byśmy się nie spodziewały przeczytawszy Twoje dotychczasowe odpowiedzi 😉
Kocham las, drzewa… umiem z nimi rozmawiać 🙂 Czasami też masuję ludzi. Otwieram im drzwi, aby mogli ruszyć z miejsca i pójść tam, dokąd woła ich własna droga.
Ps. Wywiad powstał na bazie pytań dla pasjonatek kobiecych biznesów za sprawą Agaty Dutkowskiej prowadzącej Latającą Szkołę i dmuchającej kobietom w skrzydła ich firm, przedsiębiorstw, rzemiosł. Słowo biznes zastąpiłam słowem blog. Mój blog jest bowiem moim biznesem. Takim trochę jeszcze mało dochodowym, ale dającym radość i spełnienie 🙂